piątek, 26 października 2012

Fobia to głupia sprawa jest

Szlag mnie trafia, ale nic na to nie poradzę!
Zeszłam do piwnicy. Po walizkę zeszłam. Otwieram kłódkę i wydarłam się niczym w scenie prysznicowej Hitchcocka! I tempem, szybszym niż olimpijskim, wróciłam na górę. Potem tylko godzina opanowania palpitacji i jakoś żyję.
Ale ku.... nooo. Rzeź, płomienie, taniec na wulkanie, Hiroszima, doktor Mengele i Wład Palownik!

Siedział i łypał, jak to mają w zwyczaju. Tak z 5 cm bestia miała. Miałam takie trzy w mieszkaniu, w lipcu. Ciężko opisać, co się wówczas działo. Jakby mi wermacht z nkwd weszło naraz.
Walki trwały całymi nocami, rozpoznawanie przeciwnika, bitwy podjazdowe. Nieprzyjaciel stosował niehonorowe fortele typu znikanie za regałem...
Ostatecznie, wyczerpane działaniami wojennymi strony słabły coraz bardziej. Wróg pod naciskiem ataku biologicznego (cify, domestosy, byleby w sprayu, aby się zbyt blisko do napastnika nie zbliżać). Ja słabłam, bo zasadniczo o 6 rano słabnę, a po kilku godzinach wojny psychologicznej i nadludzkiego wyostrzenia zmysłów, byłam bliska omdlenia.

Wstyd mi i głupio. Ale nie pójdę na terapię, którą zalecają znajomi. Nie będę głaskać pająka "Zdzisia" po jego owłosionych nóżkach, bo to będzie ostatnia owłosiona nóżka, jaką w życiu pogłaszczę! A tego bym nie chciała!
I w dupiu mam walizkę, do Szczupłej polecę z plecakiem.

A propos fobii, rejestruję u siebie tylko powyższą, ale za to w wersji skrajnie drastycznej.
Choć zastanawiam się, czy nie posiadam jeszcze rusmusofobii (lęk przed muzyką country) i sobotniej eisoptrofobii (lęk przed odbiciem w lustrze).
Natomiast z pewnością nie posiadam aulofobii (lęk przed instrumentami kojarzącymi się z członkiem).
Piwa się chyba napiję, to się ukoję. Poza tym, to już nie ta pora roku, wy małe skurwysyny!
Tak swoją drogą, to co robią te mściwe, podstępne bestie jesienią i zimą???? 

p.s. Przyjacielowi dziękuję za stosowny preparat - broń masowej zagłady wroga. Walkę podejmę, ale muszę być w życiowej formie psychofizycznej!

I weekendu Wam udanego życzę! Bez fobii, bo istnieje jeszcze ponoć taka, że po pijaku zrobi się coś kurewsko głupiego :)



BREAKING NEWS
Dostałam takie o to foto i kiedy nie patrzę na odnóża, porzucam lęk i nienawiść! 


Bo to ładny fotomonto punko świrus (spogląda jak fifi i takie tam podobne bóstwa). Ale na odnóża patrzę i mi wówczas słabiej. Tak czy inaczej zamieszczam, czyli znoszę widok. Może to początek terapii. W temacie pająków kosmitów. Bo w temacie tych ziemskich, to ja NIGDY!

środa, 24 października 2012

Zerwana lina

23 lata temu zginął na Lhotse Jurek Kukuczka. Największy himalaista świata, moim zdaniem osobistym.
I zdaniem środowiska himalajskiego też...
Mój bohater z dzieciństwa (obok Wandy Rutkiewicz i Robin Hooda). Do dziś przeze mnie podziwiany za upór, konsekwencję i jakieś nadludzkie umiejętności przetrwania w ch...., najcięższych znaczy warunkach.

Przygodę z Himalajami rozpoczął jesienią 1979 od tegoż Lhotse...
Koronę Himalajów zdobył jako drugi człowiek na świecie, po Reinholdzie Messnerze. "Dokonał tego w znacznie krótszym czasie (niecałe osiem lat, wobec szesnastu Messnera) i w znacznie lepszym stylu."
Ale kurna, nierówna to była walka. Kiedy Kukuczka zdobywał swój pierwszy 8-tysięcznik, Messner miał ich już 6. Nierówna, bo Messner miał sławę i pieniądze, które pozwalały mu realizować kolejne wyprawy. Jurek miał Edwarda Gierka... I wielką pasję.

Poszło piorunem (jak to mawia moja Mama, ale bardziej w trybie rozkazującym):

źródło:Polskie Himalaje

[wkurwiający jest nieco ton pana lektora, niczym z gównianego kryminału dokumentalnego, ale w skrócie oddaje ten piorun Kukuczki]

Spośród 14 ośmiotysięczników, które zdobył w latach 1979-1987 na 11 z nich wszedł nowymi drogami – żaden inny zdobywca korony ziemi do dziś nie może pochwalić się takim bilansem.

Dach Ziemi zrobił w 1980r. W październiku 2012r. myśmy dachu nie zrobili, taki dowcip głupi.

24 października 1989 roku duet himalaistów - Kukuczka i Ryszard Pawłowski - atakował szczyt. Prowadził Jerzy. Odpadł od stromej ściany (150 m przed szczytem), a przytrzymująca Go lina nie wytrzymała naprężenia i pękła. Upadek w dwukilometrową przepaść...



Jego syn, Wojtek  Kukuczka, zdobył Mont Everest w maju tego roku. Ale nie planuje swojego życia wiązać z górami. Jest fotografem. Fajno.

Pewnie mało, kto pamięta. Przypominam zatem, bo cenię wielce.
Wiem, że jestem zafiksowana na góry. A to powoduje,że duma z JP II, Bońka i Lecha Wałęsy (huehue) schodzi na plan dalszy.  Żarcik, ale tylko trochę...

sobota, 20 października 2012

Katusze

A ja chcę  pisać jak Wojtek Tochman!
Chcę, chcę, chcę (tu rzucam się na dywan i walę zaciśniętymi piąstkami w deski z dębu bielonego).
Może mądrzej byłoby otworzyć Worda, kajecik chociażby i napisać cokolwiek, ale rzucanie się na dywan jest bardziej efektowne!

wtorek, 16 października 2012

No i co, że ten deszcz


Jebło to jebło, jak rzece poniższy obraz:

źródło: fejsbuk
 
Bierzemy kombajn suszący i teraz się uda!

Ale szary człowiek żyje własnymi problemami.
Zapchała mi się rura, to pojechałam do lidla po udrażniacze. Chwyciłam dwa najtańsze - jeden w płynie, drugi w granulkach. Ekspedientka do mnie:
- "zakupy życia"
.....
ledwo ze śmiechu do samochodu znawigowałam!

Z informacji istotnych, w lidlu są buty do biegania za 50 zł. Można kupić i nie mieć wyrzutów, że leżą. To mi gra, bo ja się boję, że biegając na otwartym stadionie, to padać może.... I potem będzie, że bez sensu biegam w przestrzeni otwartej, a na dodatek, że nie uprawiam jednocześnie petunii (one lubią dużo wody)!

Ale podobnie mnie to   j......, jak Felix. Z  profilu on i ten balon, z lewej czy z prawej.
Coś innego mnie dręczy.

sobota, 13 października 2012

Nicniemusieć

Ale bosko, że jest tak właśnie!
Najpiękniejszy stan skupienia materii ludzkiej.

Seriya Vaasi...

Obciachówa na weekend.
Ale mnie nadal cieszy i niech mnie Państwo cmokną w poślad.
Hand-u la glass-u
Glass la scotch-u!



Hitchcock sam w domu

Scenariusz.
Siedzi ona. Ładna, ale bez przesady. Pisze coś, potem sprawdza na mapie. Słyszy szelest.
Serce jej staje. Czyli to już choroba psychiczna jak nic! Się naczytała Sylvi Plath, Kena Kesey'a.
I to jeszcze pod koniec szkoły podstawowej się naczytała.....
Jestem świrnięta, myśli sobie. Ma jeszcze nadzieję,  że coś spadło zwyczajnie (gazetka, książka).
Potem słyszy kolejny szelest i jest pewna, że COŚ/ktoś jest obok. I że to jest ostatnia sekunda jej życia.
Ale potem dostrzega!
 Małego czytelnika



Patrzą sobie w oczy i oddychają z ulgą.
Ona, że to ptaszek, nie ptasznik. Ani że morderca psychopata! Ono, że ona nie zje żywcem.
Serce jej znów bić zaczęło.
Są jeszcze na tym świecie istoty, które kochają książki! Mają skrzydła.
I nieco przyjebany żółty przedziałek, ale nikt nie jest doskonały! 

Z innej beczki,dziś mija 40-ta rocznica rozbicia panów przetrwalców. To jest historia, której się pozbyć nie mogę!

 

czwartek, 11 października 2012

Myśl

Mało oryginalna, acz dręczącą.
Gdybym była półgłówkiem, byłoby łatwiej.

Wanoga, czyli kaszubska wędrówka

No i co ja poradzę, że kaszubska. Miało być getto, ale ktoś powstał i postanowił tę ziemię obronić.

I zorganizował coś, co jest po stokroć milszym wydarzeniem, aniżeli Kolosy, w moim odczuciu.
Odbywa się w Wejherowie, a to jest koniec świata. Przepraszam moje przy...  koleżanki, (bo one w tych okolicach mieszkają), ale to jest  naprawdę ciemna dupa.
Co nie zmienia faktu, że chcieć to móc. I w ten sposób mamy spotkanie, które ucieszyło mnie wielce. To było spotkanie ludzi, którzy kiedyś mieli marzenia i odwagę, żeby je realizować.
A potem można było o tym pogadać.
Posiadłam kilkanaście razy konwulsje z powodu śmiechu, kilka razy odniosłam wrażenie, że "tam umrzeć pragnę", poza tym posiadłam estetyczny orgazm (to się tyczy gór).

Człowiek, który chce - idzie-  niżej , wyżej, bliżej , dalej. Ale idzie gdzieś!
Mam swoje, własne obserwacje, się wykluczające, ale zasady są dwie:
  • będę niecierpliwą, bo chcę....
  • będę cierpliwą , bo zanim zrobię to, co chcę. to jeszcze minie chwila albo kawał czasu...
Polecam szczególnie:
Jak dla mnie człowiek - kosmita, rowerkiem Pan pooszedł przez  przez Andy:  http://onthebike.pl
Monikę, która nie jest w ciemię bita: Monika Witkowska
I był pan Pustelnik. Był też Pan Jakubczyk! Jakub Czesław, Czesław Jakubczyk albo jeszcze na odwrót.Kuba.
Mistrz mój tak czy inaczej!
LOL :) - tak to teraz młodzież robi
I pozdrawiam!

Miało być niepoważnie, co podkreślałam, ale mam w dupie. Bo ja w ogóle mam w dupie.
Od jakiegoś czasu.
Meeeee.

A tu mała próbka wzoru kaszubskiego,  czyż nie pięknym on jest?

Ja tego nie zniesę, ale doceńcie.
Będę rzygać!

czwartek, 4 października 2012

Gość w dom

Pierogi i bigos w dom.
Niczym u Wołodyjowskiego.
Kulinariom jestem daleka (w przeciwieństwie do samozachwytu  ->), ale bigos mi wyszedł jak ja pierdziu!
Podałabym recept, ale nie jestem Kasią!
Zasadniczo:
  • w pizdu kapusty kiszonej, bo głodne jakieś te goście, szczególnie te z Trójmiasta.
    Te z Europy Zachodniej głodne mniej, za to bardziej doceniające
  • fefnaście różnych ingrediencji
  • wino, bardzo dużo wina, przecież się nie zmarnuje!
A potem to już tańce, hulanki, swawole. Strzelanie z łuku, wbijanie na pal i skarby templariuszy.
Wraz ze świtem, sen sprawiedliwych na siennikach wypchanych słomą. Za wyjątkiem Emcika (fotel tortur).
A potem taki rozpierdolnik w izbie, że Bohun by się nie powstydził...
Kolejnego dnia był Michał Anioł i...tygrysy. Ale to już zupełnie inna bajka.
Pozdrówka dla Szczupłej!

p.s. A Gwyniątka pozdrawiam też. To była luźna wizja związana z tradycyjnym, polskim jadłem. Za nieścisłości historyczne przepraszam. I zapraszam!

mamy lepsze, powiem skromnie



I Gruzji  gratuluję!
Pierwszej pokojowej przemiany demokratycznej! Szwili-system dał radę!
Zachwyciła mnie frekwencja - 61%. Bliska pierwszym wolnym polskim wyborom parlamentarnym
w 1989 r. (63 %.). Nowy pan premier Cośtam-szwili jest milionerem i ma ciepło w sercu skierowane ku Rosji (takowe i ja posiadam, ale...).To nieco niepokoi. Jak wielce pan Iwaniszwili myśli ciepło o "unormowaniu" relacji z carem Putinem.

Który to (dygresja, ale nie mogłam się powstrzymać. Od zabawy do większej sprawy, od bletki do tabletki* )
  • w stroju nurka wskakuje w wodę Zatoki Tamańskiej na Morzu Azowskim w miejscu podwodnych wykopalisk, by jego Niewiarygodne Szczęście od razu wepchnęło mu w ręce dwie leżące na głębokości 2 m wazy liczące sobie 1500 lat!
  •  lata myśliwcem i strzela z armaty
  • gasi pożary
  • pilotuje żurawie  
  • łowi wieloryby (strzela do nich z kuszy)
  • poskramia niedźwiedzie
  • i ratuje niedźwiedzie też
  • obecnego prezydenta Gruzji, Mr Saakaszwilego, powiesiłby za jaja. To wiemy od atteche Sarzoziego.
  • podtrzymuje oderwanie republiki Abchazji od Gruzji w 1992 r. (zgodnie z prawem międzynarodowym Abchazja jest republiką autonomiczną wchodzącą w skład Gruzji)
  • Osetię Południową zorganizował już sam. Byłam tam rok po i Osetyjczycy nie byli szczęśliwi. To jest bardzo skomplikowana historia.
Niezmiennie polecam książkę W. Jagielskiego "Dobre miejsce do umierania". Nikt tak pięknie i obrazowo nie tłumaczy popierniczonej historii Gruzji do roku 2003, czyli do początku władzy obecnego prezydenta   Micheila Saakaszwilego. W roku 2003 Gruzini walili się nawzajem po mordach (pro/anty Rosja), a uprzywilejowani do siebie strzelali. Od lat mieli z czego i do kogo.
To była Rewolucja Róż. Piszę o tym, bo pewnie nikt o tym nie pamięta.
Gruziński naród wybrał i potem już nie strzelał. A przynajmniej nie do siebie nawzajem!
Wybrał demokrację i Rosja won! Potem był 2008 r. I sobie postrzelali! Nie-wojna, a kilkanaście osób nie żyje!
Ale wracając.

Osobiście mam nadzieję, że to pro - rosyjskie ciepło nowego premiero-szwili ma swoje granice! Szczególnie w przełożeniu na te realne granice, na mapie!
Moja kochana gruzińska przyjaciółka Tamuri nie jest zachwycona wynikiem wyborów. Boi się, że "gruzińskie marzenie" (tak się nazywa wygrana partia) może stać się koszmarem - pisze. Młodzi są podzieleni.
Zrobiło się serio. Miało tu nie być na seriożnie, ale się rozpędziłam.Poważniej pisze w wordzie, ale to tez niełatwe.
Wam życzę by żyło się lepiej. Wszystkim! Huehue!

A teraz ciii, bo waćpanna w cień się usuwa. Trza coś mądrego.
Przewrotnie rzecz ujmując - czas nie zając, życie nie zając. Tylko zając jest zając.