czwartek, 7 czerwca 2012

Depresja to nie konik na biegunach

Mam ogonek w postaci kabla. Przywiązany do spodni.
Akumulator na środku "salonu".
Mnóstwo kasztelana...
Samochód gdzieś w Gdańsku.
Jestem na nogach od 7.30, bo się przyjaźnię z debilem.

Depresja.

A mogłabym dziś kwiatki sypać Panu w ofierze i uwielbieniu wielkim.
Ale mam depresję.

środa, 6 czerwca 2012

Jest jeszcze tyle spraw

1. Gór

 
Elbrus

Aconcagua
Mt Blanc


2. Milion książek
3. Orgazmów
4.  Łez kurwa wylanych przez głupotę swoją
5. Stepów, tajg i tundr
6. Pulitzera
7. język rosyjski
8. Hotel Kalifornia na gitarze

Jest co robić.

piątek, 1 czerwca 2012

Dzień dziecka

Emcik ładne wynalazła. To dla Was z okazji, moje kochane niedorozwoje.

Wasz debil urokliwy

To żesz mnie teraz na lingwistykę wzięło tę

Ten post jest nie do wytrzymania, ostrzegam. I dlatego, że jest nie do wytrzymania - będę go konsekwentnie uzupełniać, bo naturę mam dość nieznośną. Ale na początek....

Dziękuję CWP za ostatnio przeczytane książki, bo te mam najmocniej w pamiętności.

Stasiuk, Vian i Koterski, Vonnnegut ze swoim "zdarza się", Marquez i Kundera. I Pilch też trochę. I Schulz, ale to sobie przypomnąć muszę. I wielu innych pewnie, ale teraz nie pamiętam.

Panom wspomnianym powyżej dziękuję za językową wyobraźnię.
I za to, że mam coraz wyraźniejsze problemy z poprawną polszczyzną, bo odkąd pamiętam, uwielbiałam tę zmieniać tą, a wspomnieni panowie mnie inspirują niezwykle. Ciekawe, że nie wymieniam kobiet, chociażby koleżanki Masłowskiej z Wejherowa.

Vian Borys to język przewrotny.  Surrealistyczny świat Viana jest lustrem, w którym wciąż odnajduję kawałki swej  (czasem nie do wytrzymania) rzeczywistości. Neologizmy i gra słów niemałą w tym rolę posiadły.
"Ściągnięcie podatków z pana Chicka, z uprzednim zajęciem mienia. Spuszczenie manta z małej wysokości i udzielenie surowej nagany. Konfiskata całkowita, albo nawet częściowa połączona z z profanacją domostwa"
Kufer pełen “dublezonów” i “pianokoktajl”, który pod wpływem melodii jazzowych przyrządza koktajle...
Viana mało kto zna, tylko punki i hippisi, co wiadomo, że już ich nie ma /Zdarza się, że jak ktoś umarł, to nie żyje - Vonnegut/. Bo się jednym i drugim we łbie popierdoliwszy na tyle, że się w rzeczywistości zastanej odnaleźć próbują i ni w dupę im to nie wychodzi, a co za tym idzie, coraz bardziej im się w głowach kaszani. Błędne koło.

Stasiuk to dosadne banały, tworzące atmosferę urokliwego sceptycyzmu i ironii. Precyzja oddania sprawy, nazywania rzeczy po imieniu - to uwielbiam.
"Wtedy było spokojniej. Jak nie chcieliśmy załapać się na łomot, to przechodziliśmy na drugą stronę ulicy i żulia na ogół to honorowała. Mieliśmy wpadki, ale zazwyczaj była to nasza wina. Jak ktoś o pólnocy widzi siedmiu kolesi, powiedzmy, na Osowskiej i próbuje przejść między nimi, mówiąc w dodatku "przepraszam", to sam sobie winien."

Scenarzysta i reżyser dla odmiany - Koterski (a przy okazji alkoholik uroczy) mi natomiast tę całą składnię pozmieniał tą.  "Nić śmiesznego", "Wszyscy jesteśmy chrystusami"....
Przykładowo poniższe prze-wkurwienie Anioła Straża pięknie usprawiedliwia też kulturność językową.

 


CDN.

Poza tym posiadłam kryzys kolejny, bo mi ten 2012 obfituje w.
Podobnie jak w chwile szczęśliwości, ulotne te.

W dupie z tym wszystkim. Świat jest podlec, zdarza się i tak.
Łażę przynajmniej, poruszam się. I piszę coś, skrobię też.
Żebym to ja wiedziała jeszcze, kiedy i na jaką górę się wespnę, wejdę na.


I jebać język Sienkiewicza, Prusa i współczesnych Sapkowskich, Coelhów, Grochole i Kalicińskie, czy jak im tam. I język książek naukowych też!

Kolejny post będzie mniej z dupy wyjęty, obiecuję. Nie wiem tylko jakim językiem będzie napisany. Może być tak, że tylko dla czubków zrozumiałym. I tylko tych specyficznych.

piątek, 18 maja 2012

Na dzień dobry

Powtórka z rozrywki.



Chciałam też apel obywatelski wystosować i to seriozny.
Bo mi tak jakoś wychodzi, że intelektualny kwiat narodu nie pracuje właśnie. A jest do jasnej cholery środek dnia, piątek. I nie mówię o Emcinku.
Może by tak ktoś zadbał o PKB??

Dotacja

Posiadłam najlepszą na całej planecie Cudną Wypożyczalnię Książek. Z książkami mam tak, że albo odstawiam je na półkę od razu, albo czytam kilkanaście tudzież kilkadziesiąt kartek i odkładam na półkę. Ale są też takie, co je zjadam. A potem się oblizuję. I pragnę więcej.
Wypożyczalni wdzięczna jestem nieziemsko i kartę stałego czytelnika pragnę sobie wyrobić.
Przyjaciołom udostępnię, ponieważ każda wypożyczona od CWP książka zostaje przeze mnie automatycznie zakupiona. Za wyjątkiem białych kruków, te zwrócę ukochanej CWP.

Regał mi zaraz straci ładowność, może jakaś dotacja z Ministerstwa Kultury mi się należy. Czytelnictwo to cenna ponoć kwestia, szczególnie w kontekście intelektualnego rozwoju narodu i rzadka ponoć też. Tak więc, czy ministerstwo i organizacje mogłyby w miarę szybko rozważyć pozytywnie moją sugestię, ze szczególnym naciskiem na "pozytywnie" i "szybko", bo dziś dopiero 18 maja, a ja już zakupiłam trzy książki, mimo najlepszej CWP.
Ja czekam.

piątek, 11 maja 2012

gruzińska koza

powinna skakać po swaneckich wzgórzach i poić się czaczą, a tymczasem poskakała sobie alternatywnie.


Bęc! 
Szklanka to podlec jest!
Kic, kic.
Od ściany do ściany. Do ściany od ściany. Od okna do ściany. Od drzwi do okna itd.

Dziękuję za wsparcie.
Którego przejawem głównym było co prawda  przynoszenie sobie, ale i poszkodowanej (co zacne) browarka w ilościach godnych. Również, kiedy usilnie błagałam o wodę.
I z zastanawiającą tendencją do odwiedzin poszczególnych wspierających w czasie zbliżonym, co z reguły owocowało balangą.

Szwy na stopie dają wiele możliwości. Można się napić, poczytać książki, filmy obejrzeć i się napić.

Szczególne podziękówki dla Bila - za parafinę. I za całokształt małego wietnamu.
Gwynom za chwilową repatriację i oddech względnej normalności.
I Emcikowi za emcikowatość. Czyli sprawdzenie godziny na monitorze i podanie pin-u w sklepie metodą skojarzeniową. Obie emcikosytuacje spowodowały mój radosny zgon i przeszły już do historii.
Siostrze za strawę i wino.
Bajlekowi i Gacowi za piękny przepływ informacji, czyli zamianę setki w pół rury i całą resztę. Gacowi jeszcze za bezcenny instruktaż zrównoważonego pilotowania szybowca (metodą krzesła).  Kaśkowi, że była.
Prf za wodę! Egzopotamię, elektryczną oranżadę. I inne udręki i ekstazy.
I reszcie gości za to, że nie znają kodu.

Mimo założenia kolejnych szwów zostałam zwrócona światu.
Ale wciąż czuję się jak meduza. Ostatnio najczęściej myślę tylko o tym, żeby wybiec!


I czas kod do drzwi zmienić, jak Was lubię!!



Sekcja J:
Swoją drogą dorobiłam się stałego znaku szczególnego na sekcję właściwą.
Kiedy inny znak mój szczególny, czyli wybitny intelekt - może nie zdać egzaminu :P

 
To jakaś góra. Ararat!

wtorek, 1 maja 2012

Żeby coś tu fajnie było, ale no nie da się, noooo


Na pogotowiu jestem już znana.
Chirurg do pielęgniarki: "Pani Aniu, ta dziennikarka od szklanki przyszła".
Czyli, że co właściwie?!! Poczułam się nieswojo :)

czwartek, 12 kwietnia 2012

Rewitalizacja bloga i J

Blog przymiera ostatnimi czasy, bo kiedy człowiek przez większość dnia o głupotach pisze, to wieczorem już go na debilizmy zwyczajnie nie stać. A mądrego przecież nic nie napiszę, bo nie będę się wygłupiać!
Rewitalizacja to ostatnio bardzo często używane przeze mnie słowo. I akurat jedno z wyjątkowo nielubianych.
Rekodowanie i reprezentatywność zamieniłam na rewitalizację. A respondenta na czytelnika lub mieszkańca po prostu.
I jest bardzo ok. Jak na początek jest lepiej niż ok. Jestem zrewitalizowana w cudowny sposób i żyć mi się w ogóle chce bardzo. Nie że na okrągło mi tak dobrze, bo to by znaczyło, że na psychotropach jestem, a nie jestem.
Gdańsk polubiłam. W ciągu dnia, kiedy opuszcza mnie energia, włóczę się po starówce i nienerwowo szukam taniej kawy. Znalazłam za 3 złotówki!
Nawet bursztyny zaczęły mi się podobać, choć to już przegięcie.

Refleksja POSTświąteczno-konsumpcyjna

Czy umyłeś okna na okoliczność zmartwychwstania? I czy rzeżuchę zasadziłeś też?

Czy dokonałeś najazdu Hunów na osiedlowy sklep i zagarnąłeś cały dostępny asortyment, nie oszczędzając tak pieczywa, jak i papieru toaletowego?
Czy miałeś skrajnie możliwie wypchany wózek dobrem wszelakim do wyrobu baby wielkanocnej potrzebnym, ale też i dobrem promocyjnym niepotrzebnym ci do obchodu świąt w ogóle, ale pośpiesznie wziętym w celu zaspokojenia konsumpcjonizmu?
Czy dostałeś ataku histerii, panicznego lęku przed głodem i apokalipsą, bo przecież przez dwa dni supermarkety wszystkie zamknięte były, więc dwieście kostek masła i dwie tony kartofli to jedynie minimalne zabezpieczenie przed śmiercią?
Czy od wtorku robisz już może zapasy na kurewsko długi weekend majowy, bo to chyba ostatnia chwila na to jest właśnie?